Powrót do przeszłości. Jak dawniej sprzedawano meble (i domy)?

Dawno temu w Ameryce wymyślono sprzedaż wysyłkową. Stało się to w momencie, gdy poziom życia powoli wzrastał, a ludzie zyskali tzw. czas wolny, który mogli poświęcić na konsumpcję. Wzrosło zainteresowanie wystrojem wnętrz, sprzedażą mebli i urządzeń gospodarstwa domowego.

Sprzedawcy, widząc popyt na różnego typu dobra, tworzyli szereg udogodnień dla swoich klientów. Jednym z nich była sprzedaż wysyłkowa. By dostosować sposób prezentacji produktów do nowego kanału zbytu, pod koniec XIX wieku powstają katalogi sprzedaży wysyłkowej. Jednym z pierwszych tego typu publikacji był  „Sears Catalog”, który stał się nie tylko narzędziem sprzedaży, ale  i przedmiotem kultowym.

 „Sears Catalog” i domy w pudełkach

To właśnie na kartach tego katalogu Gloria Swanson zaczynała karierę modelki, a hasła reklamowe tworzył twórca Tarzana – Edgar Rice Borroughs. Podczas II wojny światowej wysyłany był amerykańskim żołnierzom, aby mogli poczuć namiastkę rodzinnego domu. Wydawany od 1893 r. przez firmę Sears, Roebuck and Co, katalog sprzedaży wysyłkowej, był przez ponad sto lat ikoną amerykańskiego stylu życia. Amerykanie ze wszystkich zakątków kraju mogli kupić w nim dosłownie wszystko: od produktów spożywczych i leków, przez odzież i sprzęt RTV-AGD, po samochody, a także… domy.

Zgadza się, domy! Szacuje się, że w latach 1908-1940 za pośrednictwem Sears Home Catalouge sprzedano około 70 tys. gotowych domów. Klienci mogli wybierać pośród 370 projektów budynków, różniących się wielkością i architektonicznym stylem, a po złożeniu zamówienia otrzymywali przesyłkę składającą się ze wszystkich elementów niezbędnych do budowy. Przeciętny zestaw ważył 25 ton i zawierał około 30 tys. części. Po dodatkowej opłacie, otrzymywano także instalacje sanitarną, elektryczną i grzewczą. Dom można było złożyć samemu lub skorzystać z usług fachowców firmy Sears. Następnym krokiem było jego urządzenie, oczywiście z pomocą „Sears Catalog”. I tu warto wspomnieć, że już od 1905 r. do katalogów dołączane były wzorniki farb czy próbniki tapet i tekstyliów.

Źródło: http://bit.ly/2rz56WK

Habitat, czyli siła kontekstu

Podobna rewolucja działa się nieco później na Starym Kontynencie, za sprawą marki Habitat. Najpierw powstał stacjonarny sklep na rogu londyńskiej Sloane Avenue i Fullham Road, który nie tylko był zapowiedzią diametralnej zmiany w podejściu do urządzania mieszkań, ale i całego brytyjskiego rynku wnętrzarskiego. Był rok 1964, a do głosu dochodziła młodzież urodzona w powojennym boomie demograficznym, która – w przeciwieństwie do swoich rodziców, nie musiała zaspokajać podstawowych potrzeb mieszkaniowych, a wystrój domu traktowała jak manifestację stylu życia i obraz aktualnych trendów.

Sir Terence Conran, twórca marki Habitat, doskonale to rozumiał. Jego pierwszy sklep był na ówczesne warunki absolutnie nowatorski. Po pierwsze, grała w nim muzyka. Po drugie, meble prezentowano w towarzystwie dodatków i akcesoriów dekoracyjnych. I to często dość egzotycznych: wok, wyciskarka do czosnku czy słoik na makaron nie były dotychczas znane masowemu odbiorcy. Po trzecie, pojawiły się imitacje ikon współczesnego designu, które sprzedawane były w bardzo przystępnych cenach.

W 1969 roku pojawił się katalog, który również można uznać za rewolucyjny. Po raz pierwszy standardowe rysunki produktów zastąpiono kolorowymi zdjęciami aranżacyjnymi, na których pojawili się ludzie, wprowadzono mini-artykuły z poradami wnętrzarskimi, zaproszono do współpracy celebrytów. Zadaniem „Habitat Creative Living by Post” nie była wyłącznie prezentacja produktu, ale pokazanie domu jako indywidualnej przestrzeni, którą możemy w dowolny sposób kształtować i dopasowywać do swoich potrzeb. A także lansowanie nowatorskich rozwiązań, które zwiększają komfort życia, np. składanych mebli do samodzielnego montażu w domu (tak, to oni byli pierwsi!). Twórcy katalogu nie stronili także od kontrowersji. W 1973 roku falę oburzenia wywołało zdjęcie pary: białej kobiety i czarnoskórego mężczyzny, którzy objęci w łóżku reklamowali pościel.

Źródło zdjęć: http://dailym.ai/2tolN8A

Dla wszystkich, którzy chcą żyć po swojemu

Pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku gwiazda brytyjskiego Habitat zaczęła gasnąć, a jej miejsce zajęła szwedzka IKEA, która kontynuowała ekspansję na rynki zagraniczne. Pierwszy katalog powstał w 1951 roku i miał wspierać sprzedaż wysyłkową. Dziś wydawany jest w nakładzie 211 mln egzemplarzy w 32 wersjach językowych (w Polsce nakład ok. 6 mln egzemplarzy) i prawdopodobnie jest najszerzej dystrybuowaną publikacją na świecie. W czym tkwi tajemnica sukcesu katalogu IKEA?

Źródło: http://bit.ly/1A9B9Jq

Przede wszystkim jakość, nad którą pracuje sztab ludzi. Większość treści powstaje w szwedzkim Älmhult, w siedzibie IKEA Communications, gdzie znajduje się największe studio fotograficzne w północnej Europie (8 tys. m²) i zatrudnionych jest około 250 osób: fotografów, stylistów, rzemieślników, doradców. Jednocześnie szacuje się, że około 75% katalogu IKEA to rendery 3D. Aranżacje w tej technologii marka doskonali już od 2006 roku, widząc w niej tańszy i atrakcyjniejszy sposób na pokazanie produktu. Zanim jednak powstaną pierwsze zdjęcia, twórcy katalogu dążą do jak najszerszego poznania potrzeb i pragnień swoich klientów. Interesuje ich to, jak mieszkają i co potrzebują, aby ich komfort życia  zwiększył się. W tym celu nie tylko powstają ankiety i badania, ale sami projektanci odwiedzają ludzi w swoich mieszkaniach i rozmawiają z nimi o ich codziennym funkcjonowaniu w przestrzeni domowej. Międzynarodowa dystrybucja również stawia przed twórcami katalogu pewne wyzwania. I tak, w niewielkiej Belgii ukazują się dwie jego wersje: dla regionu flamandzkiego i walońskiego, w tajwańskiej edycji nie są pokazywane produkty wytwarzane w Chinach, a w Izraelu nie zobaczymy perskich dywanów.

Źródło: http://bit.ly/1A9B9Jq

I to wszystko w czasach, gdy treści wydawane na papierze zdają się tracić na wartości… IKEA i do tej kwestii podchodzi z właściwą sobie nonszalancją. W 2015 roku stworzyła reklamę „Experience the Power of a BookBook™”, informując swoich klientów, iż katalog IKEI to nie jest „digital book”, ani nawet „e-book”, ale „book-book” ze wszystkimi jego atutami i zaletami. A wszystko to w konwencji spotów wypracowanych przez markę Apple do prezentacji ich nowinek technicznych.

Źródło zdjęcia wyróżnionego: http://bit.ly/2rz56WK


Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz podzielić się swoją opinią, napisz do autorki m.nowicka@skivak.pl